niedziela, 13 maja 2012

Rozdział 41

Niespecjalnie wolno ukląkłem rękami łapiąc pościel, sam nie wiedząc czemu.
Zgodziłem się na stosunek, robiłem to już wcześniej ale i tak trochę się bałem.
Nie prosiłem aby był delikatny ani nic, jeśli by chciał to by tak zrobił jeśli nie to moje prośby nic by nie dały.
Sam w tym czasie przygotował żel, nie lubił wchodzić na sucho, chociaż parę razy mu się to zdarzyło.
Klęknął za nim, dłońmi delikatnie złapał jego uda od wewnątrz i je mocniej rozchylił.
- Zabawimy się… Na ostro, delikatnie, a może sam coś zaproponujesz?
Zapytał się go, kiedy zaczął z niego powoli wyciągać do połowy korek i go wsadzać z powrotem.
Wiedziałem że panikuje. Poza tym, nie wiele miałem okazji gdy sam mogłem wybrać jak.
Nie umiałem się zdecydować. Zresztą zabawa korkiem mnie rozpraszała.
- Ja... Ja... Delikatnie.
Odwróciłem głowę przez ramie patrząc na niego.
Mocnym i szybkim ruchem włożył w niego korek.
- Zapomniałeś o 2 słowach, bardzo ważnych… Wiesz o czym?
Stęknąłem z zaskoczenia. W tym stanie nie wiele mogłem myśleć.
- Proszę Deive? - zaryzykowałem, nie miałem innego pomysłu, a na dodatek członkiem ocierałem się o pościel, rozpraszało.
- Chyba się nie zrozumieliśmy…
Tym razem to nie korkiem się bawił, ścisnął w dłoni jego jądra.
- Proszę Panie, miałeś powiedzieć…
- A skąd miałem wiedzieć żeby to powiedzieć skoro wcześniej mi nic nie mówiłeś o tym.
Zaprotestowałem, skrzywiłem się z bólu.
To było niesprawiedliwe, było już tak fajnie.
Ścisnął jeszcze raz.
- Zamknij tą swoją mordkę, jak cię o głos nie prosiłem, mówiłem ci na początku, że masz do mnie mówić z szacunkiem…
Puścił jego biedne jąderka, wyjął korek i na żelował swój członek.
- To będzie kara…
Dosłownie całym swoim ciałem położył się na niego, szybkim i mocnym ruchem wszedł w niego cały.
Westchnął w momencie, kiedy Justin jęknął z bólu.
Zacisnąłem powieki czując pod nimi łzy, choć nie chciałem beczeć.
To znów przypominało gwałt, prawie się dusiłem z trudem wciągając powietrze do płuc.
Moje ciało protestowało w każdym calu.
Jęknąłem kolejny raz, to naprawdę bolało mimo wszystko.
Myślałem, że zyskałem kolegę, ale Deive wykonywał swoje obowiązki poważnie.
I chyba nie uważał tak jak ja.
Po wejściu się nie ruszał, dawał mu czas na przyzwyczajenie się, nawet dłonią starł mu łzy z policzka, który delikatnie pocałował.
- Już spokojnie, zaraz będzie lepiej… Teraz będzie tak jak prosiłeś…
Chciał mu pokazać, że potrafi dotrzymać słowa i lepiej z nim nie zadzierać, bo kara i tak będzie.
Dłonie wsunął pod jego miernicę, delikatnie ją unosząc, kiedy sam się wyprostował.
- Tak będzie lepiej…
Wytłumaczył.
Powoli się uspokajałem, choć łatwe nie było.
Oddychałem najpierw głęboko łapiąc powietrze, a po chwili już normalnie.
Musiałem przyznać, że robi to co mówi...
Więc ostatecznie czekało mnie to na co sam zasłużyłem.
Nadal się go bałem, ale czułem wdzięczność, że powiedział dlaczego tak mnie podtrzymał.
Rozluźniłem się odrobinę, jednak Deive wciąż miał u mnie chwiejne zaufanie.
Czując, że chłopak nie jest tak mocno zaciśnięty powoli zaczął się delikatnie w nim poruszać, żeby go pobudzić na nowo, delikatnie tym razem zaczął pieścić jego jąderka.
Zadrżałem gdy ich dotknął, ale czując delikatne muskanie sam zacząłem się lekko nadstawiać.
Lekko miąłem pościel w dłoniach gdy wchodził i wychodził ze mnie rytmicznie.
Polizał go wzdłuż kręgosłupa.
- Jesteś cudownie ciasny i w dodatku pulsujesz na moim członku... Jesteś wspaniały.
Nie byłem pewien czy robi to specjalnie czy nie, ale na moje policzki wypłynęły rumieńce, a ja sam bardziej sie podnieciłem.
Przebiegły mnie dreszcze.
- Dziękuje...
Westchnął, czując że do Justina nic nie dociera.
Znowu położył dłoń na jego jądrach.
- Wiesz co teraz powinienem z nimi zrobić? I za co?
- Przepraszam, nie powinienem nic mówić.
Zapomniałem o tym.
Zbyt dekoncentrowałem się w takich chwilach, żeby pamiętać tą zasadę.
Oderwałem dłoń z pościeli odruchowo, aby móc się nią obronić, choć i tak nie mógłbym.
- Wręcz przeciwnie, powinieneś, ale znowu o czymś zapomniałeś, za każdym razem mam ci zgniatać jądra, żebyś zapamiętał taką drobnostkę, ale tak istotną?
Jeśli kary cielesne nie pomagały, miał nadzieję, ze rozmowa dotrze.
- Nie, nie musisz... Panie.
Dodałem, nieswojo czułem się mówiąc to do kogoś niewiele starszego ode mnie.
Drżałem wcale nie z przyjemności na myśl, że znów mi się dostanie.
Każda chwila z Deivem, to była jakaś lekcja.
Delikatnie zaczął pieścić jego jądra.
- To właśnie to słowo, „dziękuję Panie” tak masz się za każdym razem do mnie zwracać podczas takich zabaw… Jednak jesteś pojętnym chłopcem.
Odetchnąłem z ulgą i powstrzymałem się od uśmiechu zadowolenia.
Co się ze mną działo? Dlaczego cieszyłem się, z tego co powiedział.
Wstydziłem się trochę, ale pragnąłem aby znów zaczął wchodzić we mnie, niepewnie poruszyłem się.
- Aż tak ci śpieszno?
Jednak nie miał mu tego za złe, zaczął się powoli ruszać, czekając, aż znowu poruszy biodrami, żeby mógł przyspieszyć.
Jęknąłem cicho i poruszyłem się znów sugestywnie.
Byłem może zbyt niecierpliwy.
Mój oddech przyspieszył.
- Dobrze, delikatnie i spokojnie dojdziemy do perfekcji, ale musisz się mnie słuchać.
Wyszeptał do ucha, które podgryzł i polizał.
- Dobrze Panie…
Wyszeptałem grzecznie, podporządkowałem się bo było mi to na rękę.
Zamruczałem gardłowo przez pieszczotę.
Był zadowolony, więc przyspieszył delikatnie, ale tak, żeby się z nim dłużej podrażnić i żeby obaj mieli więcej przyjemności.
Zamknąłem oczy, jęczałem cicho chwilami, nawet nie myśląc że to robię.
Było mi przyjemnie, zupełnie jakby poprzednie wydarzenia dzisiejszego dnia nie miały miejsca.
Nie rozumiałem dlaczego nie przyspieszy bardziej.
Czekał, aż jego zwierzątko go o to poprosi, lubił się z nim droczyć i go drażnić.
Nawet zwolnił, chcąc, żeby Justin wymawiał słowo Panie jeszcze częściej niż dotychczas.
Zdecydowanie to było zbyt wolno.
Szczególnie, że było mi tak dobrze... I tak blisko.
Nie wiedziałem czy mogę prosić ale jeśli zakazu nie było.
- Szybciej, proszę - z wahaniem dodałem - Panie.
Lekko przyspieszył, chciał znowu usłyszeć to słowo z jego ust.
Nie mogłem już wytrzymać, zbyt mało chyba byłem opanowany, ale nie chciałem już tego wolnego rytmu
- Proszę, panie szybciej…
- To jest muzyka dla moich uszów…
Przyspieszył tak jak chciał w końcu doczekał się upragnionych słów z jego ust.
Jęczałem znów niekontrolowanie. Niewiele mi już brakowało, moja ręka powędrowała między nogi, jęknąłem głośno, dochodząc.
Dostał mocniejszego klapsa po tyłku.
- Kto ci pozwolił dojść?!
- Ja sobie sam pozwoliłem, Panie?
Teraz kiedy byłem zaspokojony i zrelaksowany jakoś trudniej było mi grzecznie odpowiadać.
Wkurzyło go to i to bardzo wyszedł z niego, obrócił go na plecy i usiadł mu na klatce, blokując jaki kol wiek ruch rękami.
- Ja tu jestem miły dla ciebie, a ty mi się tak odwdzięczasz?! No to zobaczymy co teraz powiesz… Wybacz, nie będziesz miał jak…
Kończąc zdanie włożył mu swojego członka całego do jego ust.
Lekko pochylając się do przodu narzuci szybkie tempo.
Otworzyłem zszokowany oczy, wcześniej miałem je zamknięte, więc momentalnie zaszły łzami.
Zresztą nie tylko z tego powodu, żałowałem od razu tego, że znów źle się odezwałem.
To nie było przecież trudne, a jednak kolejny raz sam sobie szkodziłem.
Oddychałem z trudem, aż dziwiąc się, że jeszcze moje żebra się nie mają zamiaru łamać.
Czułem silny odruch wymiotny i dławiłem się, przygryzłem go walcząc o oddech.
Jednak po pewnym czasie mu przeszło i jakoś zwolnił, sam nie wiedziałem czy to przez jego płacz, czy może to dziwne uczucie.
Teraz nie wchodził w niego tak gwałtownie, po prostu chciał dojść.
Praktycznie biernie pozwalałem na to.
Po policzkach spływało mi więcej łez, było mi strasznie smutno i byłem zdołowanym, czekałem aż skończy tą farsę.
Nawet nie patrzyłem mu w oczy bo nie potrafiłem.
- Nie chciałem tego… Ale mnie zmusiłeś, a ja muszę cię ukarać jak zachodzi taka sytuacja…
Nie wiedział czemu się przed nim tłumacze, miał sam już dość tego dnia.
Albo on otrzyma karę, albo ja za niewykonywanie poleceń i on…
Więc lepiej, żeby on się szybko nauczył, pomyślał.
Pomyślałem tylko o tym, że nikt by się nie dowiedział, gdyby mnie nie ukarał. Jednak chyba rozumiałem jego położenie.
Poza tym wiedziałem, że jeśli odpuściłby mi to wykorzystałbym to.
Byłem zmęczony, bolały mnie usta i pragnąłem aby już doszedł i mnie zostawił w spokoju.
Doszedł z głośnym westchnieniem, oczywiście kazał mu wszystko połknąć.
- Dobrze się spisałeś oprócz paru rzeczy, ale było dobrze…
Wyszedł z niego zostawiając go tak przez chwilę, kiedy się wytarł i ubrał, okrył go prześcieradłem i wziął na ręce.
Delikatnie go niósł do pokoju w którym obaj spali.
Nie odezwałem się do niego ani razu podczas całej tej drogi.
Nie powinienem mieć do niego pretensji... Chyba.
Sam nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć, ale Deive zachowywał się w porządku, na przykład w tej chwili. Kiedy niósł mnie do naszego pokoju, patrzyłem na korytarz.
Było strasznie cicho i nikogo nie było.
To był dobry zwiastun bo nie chciałbym aby ktoś mnie w takim stanie widział.
Kiedy wniósł go od razu skierował się do łazienki, gdzie go włożył wraz z prześcieradłem do wanny.
Tam troszkę nalał ciepłej wody, i go całego dokładnie obmył, po umyciu nasmarował jego wejście i inną maścią jego jądra.
Nawet dał mu coś dziwnego do wypłukania ust, żeby pozbyć się niedobrego posmaku, w końcu żel nie był przeznaczony do ust, oczywiście musiał wypluć, ale co najważniejsze pomogło.
Kiedy skończył wyjął go i wysuszył delikatnie, a następnie położył go na łóżku i dokładnie okrył.
Sam już padał, chciał wziąć szybki prysznic i iść spać, ale nie mógł musiał iść jeszcze po kolację dla nich.
Uspokoiłem się, czysty i otulony byłem bardziej pewny siebie. Swoją drogą...
- Deive... Ja przepraszam…
Powiedziałem pod wpływem impulsu, ale chciałem by to wiedział.
Spojrzał na niego jakoś tak dziwnie, nie z nienawiścią, czy też z myślą, ze na to zasłużył.
- Nie przepraszaj mnie, przeproś siebie i na 2 raz zamilcz zanim coś głupiego palniesz…
Usiadł koło niego i delikatnie pogłaskał go po włosach.
- Justin… Masz na coś ochotę? Bo idę po kolację…
Chciał coś innego powiedzieć, ale zdecydował się jednak tego nie mówić.
- Coś do picia chce.
Poprosiłem.
Nie miałem nawet ochoty na jedzenie, to nie było jakieś dziecinne ,,na złość mamie odmrożę sobie uszy'', ale brak apetytu. Jego słowa może mnie zabolały, ale chyba nawet on nie mógł być dla mnie miły.
- Ok… To leż sobie tutaj, jak coś spróbuj zasnąć… Jak byś się źle poczuł….
Pokazał mu panel przy łóżku.
- Wystarczy kliknąć ten guzik i ktoś do ciebie przyjdzie, jak wrócę jak najszybciej się da, a teraz odpoczywaj.
Kiedy wstał delikatnie pocałował wystający czubek głowy i wyszedł.
Siedziałem dłuższy czas, potem wyszedłem na balkon.
Targały mną sprzeczne uczucia, a chłodne wieczorne powietrze je uspokajało.
Zawsze mogło być gorzej, a przecież teraz na końcu się mną troskliwie zajęto.
Sam nie wiedziałem czemu.
Kiedy szedł na kolację spotkał Sona, który właśnie szedł na kolację bez Damiana.
- Hmm, co mu zrobiłeś że nie był wstanie przyjść na kolację?
Zapytał się z delikatnym uśmieszkiem.
- Miałem zły humor, a on mi się takim dziwnym trafem napatoczył…
Powiedział beż żadnych skrupułów, nawet się uśmiechał.
- A twój?
- Mój, dostał parę kar i dałem mu wolne, ale ruszać się może…
Poklepał go po ramieniu.
- Za miękki jesteś dla niego, daj mi go na 2 dni, a będzie chodzić jak w zegarku…
Zaśmiał się kiedy weszli do Sali, gdzie zjedli i wzięli coś do picia dla swoich „zwierzaczków”.
Usiadłem na barierce balkonu, patrzyłem przed siebie.
Co prawda ból w tyłku trochę mi dokuczał, ale ignorowałem go.
Myślałem o Deivie, Kahanie i Damianie. Każdego poznałem na swojej drodze, i każdy był na swój sposób inny.
Z biegiem czasu widziałem że Kahan wcale nie miał zamiaru mi pomagać, dbał tylko pewnie o zadowolenie swojego pana. Damian...
Czym dłużej go znałem tym bardziej trudniej było mi go zrozumieć.
Był dziwny, choć tylko z nim chwilowo mogłem porozmawiać.
Nie myślałem już o poprzednim życiu, wydawało mi się odległe i nawet nie wyobrażałem sobie wrócić teraz do domu, do rodziców.
Traciłem rachubę czasu i nie miałem pojęcia jak długo tu jestem, ale chyba wiele się nauczyłem. Nie zastanawiałem się już, dlaczego ja.
Widać tak miało być, poza tym co bym zmienił takim myśleniem?
Byłem tutaj, bywały cięższe i lepsze chwile, ale jednak miałem już jakąś ścieżkę w życiu.
Może nie wybrałem jej sam, ale patrzenie w przyszłość gdy wiedziałem, że nie wyląduje pod mostem było przyjemne.

15 komentarzy:

  1. Za dużo seksu jak na mnie .:I Ale spoko rozdział , czekam na dalsze .:3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam. Seksu nigdy za wiele :D

      Usuń
    2. Zgadzam się z tym stwierdzeniem :3

      Usuń
  2. No właśnie! Seksu nigdy za wiele!!! O.O
    :D Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :*
    Mam nadzieję że szybko się pojawi ale sama mam bloga z opowiadaniem i zdaję sobie sprawę jak czasami ciężko coś napisać ^.^

    OdpowiedzUsuń
  3. Notka jak zawsze cudowna ; ))

    OdpowiedzUsuń
  4. Przez chwile miałam wrażenie że Kahan chce skoczyć z tego balkonu. O tak i seksu nigdy za wiele :D, czekam na następną notkę. Pozdrawiam cicha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justin jak już :)

      Usuń
    2. przepraszam za pomyłkę :D
      cicha

      Usuń
  5. Popieram, seksu nigdy za wiele :D rozdział w sam raz na poprawienie nastroju w ten beznadziejny dzień... Dzięki wam bardzo :* życzę weny i sprosnych pomysłów oraz niecierpliwie czekam na następny rozdział!
    Sharon d'Arc

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale się ucieszyłam jak zobaczyłam, że pojawił się nowy rozdział. Notka bardzo bardzo fajna, ale szkoda mi Justina, tyle musiał wycierpieć. No, ale nieźle najpierw nienawidził seksu i był do tego zmuszany, a teraz sam się do tego pali. Hmm ciekawe czego jeszcze się dowiemy ^.^ Życzę miłego pisania i wielu wielu nowych pomysłów.
    Rika-sama

    OdpowiedzUsuń
  7. Przychodzę do domu mam beznadziejny dzień . a tu wchodzę patrzę i jest . Nowa notka . Jest cudowna i z utęsknieniem czekam na następną , Napiszcie kiedyś Oneschot o szkoleniu Kahana .

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak się cieszę że jest już następna notka. Tak długo nie dodawliście opo. że już zaczęłam si bać czy aby tego nie porzuciliście. Nie mogę się doczekać następnej części :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham was, normalnie was kocham. Mam egzaminy a tu nagle takie coś... normanie szok
    Życzę powodzenia i naprawdę piszecie jedno z moich ulubionych opowiadań (a mam ich aż 2 :b )

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi osobiście jakoś rozdział się nie podoba ale jest dobrze napisany :) czekam na kolejne :)

    P.S. Zgadzam się że seksu nigdy za wiele :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, kiedyś czytałam to opowiadanie później miałam baaardzo dużą przerwę i teraz znowu znalazłam Waszego bloga i jestem w niebie po prostu super, mam nadzieje ze historia zostanie napisana do końca bo strasznie się ciekawie jak się zakończy :)

    OdpowiedzUsuń